RSS
środa, 09 maja 2012
Majówka na Krymie

W tym roku dni kalendarza ustawiły sie tak przychylnie ze na podroz mogłam poświecić wiecej czasu niż tradycyjny weekend.

Ciesząc się dniami pełnymi słońca, wodą chłodną lecz ciepłym piaskiem. Górami i nizinami. Skałami, pięknymi budynkami i spaniem w całkiem przypadkowych miejscach, spędziłam te dni na kontemplacji i ciągłym przemieszczaniu. To nie był tylko przeskok w przestrzeni, klimacie, ale również przeskok czasowy. Ukraina i Polska to dwa różne świata, choć wydają się być tak blisko siebie, choć łaczy nas wspólna historia, podobny język, wartości kulturowe.

3 dni jazdy autostopem po Ukrainie pozwoliły mi poznać ten kraj począwszy od stanu dróg, po opinie kierowców na temat własnego kraju. Kresem autostopu jest Krym, bowiem tam nikt nie chciał podwozić nas bezinteresownie, powątpiewam w to że w tym rejonie Ukrainy w ogóle funkcjonuje autostop. Choć może to nad nami wisiało fatum, bo nasi towarzysze podróży jakoś sobie radzili, najwięcej skarg wpływało na wydostanie się z miasta Jalta, gdzie po kilkugodzinnym zastoju autostopowym zdecydowali się pojechać marszrutką.  My na marszrutkę zdecydowaliśmy się o wiele wcześniej widząc jej niską cenę, bowiem często za przejechanie 20 kilometrów płaciliśmy 1,2 zł.

Nasza próba jazdy autostopem skończyła się klęską, pierwszy kierowca nie chciał pieniędzy, drugi chciał 50 hrywien,  trzeciego nie było. Zmuszeni byliśmy jechać busem. Najciekawsze w tym było targowanie. Kierowca chciał 100 hrywien od jednej osoby, w ostateczności zapłaciliśmy 100 za 4 osoby. Dużo czasu zajęło nam zbicie tej sumy, ale nam się nie spieszyło ... a kierowcy najwyraźniej tak.

Targowanie na Krymie było na porządku dziennym. Jedyne za co płaciliśmy 100 procent to za jazdę marszrutkami, pociągami, trolejbusami i zakupy w sklepie.

Co mnie zaskoczyło w Krymie? Przede wszystkim nie wiem co tam ciągnie turystów, czy tylko niskie ceny? Plaże? Góry? Bo całe otoczenie piękna krymskiej natury jest szare, brudne i takie nie dokończone. Potencjał jaki ma Krym jest bardzo słabo wykorzystany, mało atrakcji dla turystów, ciężkie drogi, brak oznakowań i tras turystycznych, opuszczone hotele, zamknięte restauracje, brudne plaże, śmieci w morzu, naciągacze, naganiacze, zawyżone ceny. Mnie to nie odstraszyło, ciekawa jestem tylko czy turyści zdecydują się na powrót w następne wakacje.

Niesamowitość Krymu który ja widziałam to nie tylko piękne budynki- Forteca Genuińska, Jaskółcze Gniazdo, pałac Hanów, Skalne miasto, pałac Woroncowa, itd... Niesamowity był ogrom backpakersów. Tyle ludzi podążających z plecakami większymi niż oni sami jeszcze nie widziałam w żadnym miejscu, tyle ludzi rozbijających namioty na przypadkowych polanach w opozycji do turystów zoorganizowanych. Ten dualizm był niesamowity.

Jednak najbardziej spodobała mi się opuszczona część Krymu. Nawet w największych centrach miast było widać nie dokończone hotele, ponoć budowano je za czasów ZSRR, a po upadku Związku skończyły się pieniądze na ukończenie budowy. Mam nadzieję że uda mi się wrócić na Krym i pochodzić po pustostanach, grotach i jaskiniach. Krym to też wspaniałe miejsce na wspinaczkę.

Tagi: Ukraina
12:56, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 kwietnia 2012
Zima

Jeszcze do niedawna uciekalam od polskiego zimna. Dzis nie czuje strachu przed mrozem i moge spokojnie przetrwac druga zime. W moich skrytych marzenia mam jednak nadzieje ze zima juz na dobre nas opusci i niedlugo temperatura bedzie porownywalna do tej z Makarsky w listopadzie.

Makarska

 

Sarajewo

środa, 12 października 2011

Potrzebuje wyjazdu w miejsce gdzie dzien miesci sie w zakresie wiecej niz 5-ciu godzin.

polska atmosfera zbyt oziebia i usypia by spedzic tu tyle czasu.

23:55, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 września 2011
Rosja

Przed wyjazdem do Rosji wszystkie napotkane przeze mnie osoby odradzaly mi pomysl poruszania sie tam autostopem.

Dlaczego tak... otoz mafia, prostytutki, przemyt, kradzieze...

hm... ale czy w polsce nie istnieje swiat przestepczy.

Istnieje. a my nie jestesmy w stanie go dostrzec. Tak wiec przebywajac przez 3 tygodnie na terenie Rosji nie mialam okazji spotkac sie z nie przyjemnymi sytuacjami.

Jezdzac na stopa po tym kraju zaden z kierowcow nie oczekiwal ode mnie zaplaty, wiekszosc z nich okazala sie bardzo milymi, poczestowali jedzeniem, zawiezli w okreslone miejsce i wytlumaczyli jak mamy isc dalej.

Zaden z kierowcow nie odmowil nam pomocy gdy prosilismy o wytlumaczenie nam dalszej drogi.

Co prawda zdarzaly sie sytuacje ze przez godzine lapalysmy stopa, ale czy w Polsce takich sytuacji nie bylo...

Autostop w Rosji nie rozni sie niczym od tego polskiego. Kierowcy w Rosji nie roznia sie od tych polskich. A moze nawet wykazuja wieksza inicjatywe i pomoc.

Bede tesknic za tym krajem, bo wiem ze nie predko tam wroce

Tagi: rosja
12:22, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 lipca 2011
XIV MMA

Tegoroczne mistrzostwa autostopowe okrzyknięte zostały pod nazwę shopping& squotting.

Co prawda z zamierzeć poznania kultury niekonwencjalnej Amsterdamczyków nic nie wyszlo.

A więc z nazwy pozostała tylko...nazwa.

Jedyny element freegański to znaleziony przez Andzele joint (nie wiem czy tak to sie pisze) w orginalnym foliowym opakowaniu oraz hawajski naszyjnik Joli, aa... frytki w Mac'donaldzie, ktoś widocznie zamowił zestaw a nie miał już siły na te ziemiaki.

Przyjechalismy dzień po urodzinach Holenderskiej królowej, miasto zastaliśmy całe zaśmiecone, wysprzątane jedynie z wymiennych puszek.

Co prawda nie zaobserwowałam świątecznej atmosfery, żadnych imprez ku czći Królowej itp. Przyjechaliśmy za późno by móc zaobserwować jak bawią się tutajsi mieszkańcy i turyści. Szkoda, bo liczyliśmy że w tym tłumie i przy tak uroczystej okazji uda nam się lepiej poznać tutejszych mieszkańców.

Podczas tego wyjazdu było bardzo zimno, a my nie byłysmy na to przygotowane przez co nie mogłysmy zostać dłużej w Amsterdamie. Przez jeden weekend koczowałyśmy w namiocie w krzakach, obozowisko tworzyli z nami inni uczestnicy mistrzost autostopowych a spalismy...w dośc ciekawym miejscu, bo praktycznie 10 metrów od wejścia na pole campingowe.

Dlaczego nie na polu? pewnie większość z Was chciałabym to wiedzieć?

I chyba sami już znacie odpowiedz. Z pewnościa wiecie jakie ceny panują na Zachodzie Europy, gdzie nawet niszowy turysta musi nieźle zaplacić  za nocleg w namiocie.

Mając wybór spać w namiocie płacąc za nocleg, oraz spać w namiocie i nie płacąc wybrałam to drugie. Pole namiotowe nie przekonało mnie do siebie: do namiotów nie był podłączony prąd, nie było aneksu kuchennego. Nie zaoferowali nic co przekonałoby mnie do skorzystania z ich usług.

Dzieki temu cały wyjazd kosztował mnie równowartość jednej nocy na polu namiotowym.

Sam dojazd do Amsterdamy byl dośc zawiły.

Z początku uznałysmy się za szczęściary, bo na wysokości Koszalina zlapałyśmy stopa do Hanoweru. Kierowca dawał nam wyrażnie sygnał że będziemy w czołowce tych mistrzost. Ja jednak wolałam nie przyzwyczajać się do jego opini, bo w autostopie nigdy nie wiadomo... no i faktycznie. Może to moje negatywne myslenie spowodowało że późniejsza droga nie była już taka szczęśliwa. Choć instynkt podpowiadał nam aby nie jechac konkretnym samochodem to wsiadłysmy do niego, a kierowy okazali się nie kompetentni. wywieżli nas kawałek za miasto i zostawili złośliwie na autostradzie. Dalsza nasza droga była plątaniną pomyłek i w rezultacie wyjechałysmy z trasy. Dopiero gdy dotarłyśmy na stacje benzynową to zorientowałyśmy sie gdzie jesteśmy i ok 100 km musiałysmy się cołnąć. Mały błąd a kosztował nas z 3-4 godziny błądzenia.

I własnie to warto mieć na uwadze podróżując autostopem- nigdy nie wiadomo gdzie zajedziesz!

Popełniłysmy jeszcze jeden podobny błąd, ale na szczęście tym razem szybko się z nim uporałyśmy, choć ja już całkiem zwątpiłam że w ogóle dojedziemy na miejscie. Jakie bylo moje zaskoczenie gdy kolo nas zatrzymal się samochów... Jola (która zatrzymała samochód) w tej chwili dla mnie była iście boska istotą

 

 

Tagi: holandia
23:00, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
Opuszczone miejsca cz.1

Teraz zamiast rozpisywać się wstawię kilka zdjęć. Wszystkie z nich zrobiłam w Dyneburgu.

Jest to 2 pod względem liczebności miasto na Łotwie, a jednak bardzo małe i spokojne. Nowoczesnej architekturze towarzyszą opuszczone budynki, a dzielnica na której mieszkałam podczas pobytu w Dyneburgu jest chyba jedną z najgorszych. Wieczorami można było zauważyć skupiska młodziezy na skuterach, na liniach wysokiego napięcia zawieszone buty, które symbolizują że ktoś wyszedł z narkotycznego nałodu, w ruinach po twierdzy Naopoleona zarowno młodzież jak i dorosle osoby użądzały libacje alkoholowe, podczas wędrówek zawsze słyszałam że te miejsce żyje, mimo że nikt go nie zamieszkuje.

Za to w centrum miasta wieczorne spotkania ...hm... nie za bardzo bylo gdzie wyjść, a więc imprezowicze zajmowali nieliczne knajpki na głowej ulicy albo spotykali się przed nimi.

W samym centrum miasta obok eleganckich galerii handlowych stoją opuszczonę, zarośnietę budynki, często bardzo zniszczałe.

Dyneburg określiłam miastem widmo. I nie posiadam żadnych argumentów które mogłyby zmienic owy przydomek

 

Ruiny Twierdzy Napoleona

 

 

na tym placu jeszcze bawią się dzieci a młodziez użadza spotkania

drzwi do jednego z tych pomieszczeń

po prawej opuszczona twierdza, a po lewej normalnie mieszkaja ludzie

A teraz zdjęcia z centrum miasta

jeszcze nie wybudowany a już opuszcozny

nieczynna fabryka

dom nad jeziorem

22:19, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 grudnia 2010
szczecin- wroclaw

przez skonczenie budowy s3 z szczecina do gorzowa trudno teraz wyjechac z tego miasta.

dla wszystkich zainteresowanych polecam dojechac pierw krajowa 3 do Pyrzyc a stamtad juz latwo mozna dojechac na wroclaw

a druga opcja- hm... lapac na drodze ekspresowej ..nie wiem czy to dobry pomysl...lepiej dojechac do punktu obslugi klientow czy cos takiego, ktorzy jest w chlebowie, tam powinny byc stacje benzynowe i miejsce gdzie spokojnie mozna lapac stopa...

jesli wolicie lapac stopa na drodze ekspresowej to juz wasza sprawa- na pewno ktos sie zatrzyma, oby tylko kierowcy nie wyprzedzila policja

 

na drodze z swinoujscia do gorzowa czesto stoja krokodyle- a dokladniej to pod wiaduktem na zwierzynieckiej.

 

20:44, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 listopada 2010
Lotwa

Podrozowanie po krajach baltyckich bylo dla mnie czysta przyjemnoscia.

nigdy nie musialam sie martwic o to ze nie uda mi sie zlapac stopa, bo nie mijalo 10 minut i zatrzymywal sie przy mnie jakis samochod.

co prawda zdarzalo sie jechac jakimis obskurnymi samochodami, smierdzacymi w srodku i z zabrudzona tapicerka, ale nie to sie liczy... byleby do przodu

gdy przebywalam w Dyneburgu bylam zaskoczona faktem ze w tym miescie bardzo malo jest imprez kulturalnych, klubow i lotyszy.

Dyneburg jest stolica Latgarii, regionu Lotwy w ktorym dominuje j. latgarski zrodzony z proby porozumienia sie bialorusinow, rosjaninow, ukraincow polakow i innych mniejszosci etnicznych ktora stanowi wiekszosc na tym obszarze Lotwy.

mimo ze w tym rejonie funkcjonowal jezyk latgarskie, to bardzo trudno bylo go uslyszec. pytajac ludzie o powod- mowili mi ze jako jezyk zywy wystepuje na wioskach, lecz na codzien ludzie porozumiewaja sie jezykiem rosyjskim.

podobno Dyneburg jest miastem gdzie mieszka duzo polakow- jako ze byl stolica infland polskich. Ja natomiast z jezykiem polskim spotkalam sie jedynie w domu polskim.

odbywaly sie tam liczne spotkania- tance, spiewy, nauka jezyka, proby zespolow.

Dyneburg jest drugo najwiekszym miastem na Lotwie, mi osoboscie przypominal male miasteczko. Bardzo wiec bylam zdziwiona takimi roznicami pomiedzy stolica- Ryga, a innym najwiekszym miastem w tym kraju.

Jadac do Rygi balam sie trudnosci w komunikacji. bylam pewna ze porozumienie sie po rosyjsku bedzie trudne....myslalam ze tam ludzie mowia w jezyku lotewskim. jednak nie. i powiem ze bardzo mnie zaskoczylo gdy idac po miescie slyszalam ciagle rozmowy w jezyku rosyjskim

Ryga jest miastem turystycznym, miastem kultury. mozna sie spotkac z licznymi koncertami i innymi atrakcjami umilajacymi czas ludziom, w szczegolnosci z nastewieniem na turystyke.  Bardzo podobalo mi sie przyozdobienie sterego miasta, probowali wprowadzic do niego elementy sredniowieczne, co jakis czas pojawialy sie stoiska z jedzeniem, ekspedientki byly ubrane w suknie wzorowane na sredniowiecznych.

ryga i dyneburg sa miastami zupelnie roznymi. ale za to bardzo przyjaznymi.

 

 Ryga- stare miasto

Tagi: Lotwa
15:46, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 listopada 2010
jak to sie zaczelo

zastanawialam sie dzisiaj czy jazda na stopa zwiazana jest z funduszami.

w tym celu wrocilam myslami do czasu gdy jeszcze chodzilam do liceum.

pierwszy moja 'przejazdzka' autostopem odbyla sie podczas wyjazdu wraz z znajomymi nad morze, wiazala sie z pokonaniem kilku kilometrow z miedzyzdroi do innego turystycznego miasteczka polozonego nad morzem.

wtedy nie przypuszczalam ze kiedykolwiek jeszcze pojade na stopa. przejazd tych kilku czy kilkunastu kilometrow byl porazka, wiazal sie z dlugim czekaniem na samochod. nie mialam pojecia o lapaniu stopa. jedyne co mi towarzyszylo to nadzieja na dojechanie do celu.

czy robilam to z braku pieniedzy.

nie. raczej z ciekawosci

przez cale zycie towarzyszy mi oszczednosci w wydawaniu pieniedzy, ale jazda stopem wiazala sie z czyms calkowicie innym. oszczednosc jest jakby wpisana w moja osobowosc- oszczednosc oznacza kupno tanszego biletu pociagowego, zrobienie sobie kanapek zamiast obiadu w restauracji, spanie na polu namiotowym zamiast w hotelu.

teraz we mnie rodza sie nowe pomysly, zwiazane z ciekawoscia, z przeciwstawieniem sie panujacym stereotypom, mediom, polityce, konsumpcji, materializmowi, marnotradztwem. to dlatego wybralam autostop

pieniadze nie maja nic z tym wspolnego, wolabym aby ich w ogole nie bylo.

 

 

19:28, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 października 2010
23.10

Sa dni lepsze i gorsze, w autostopie obowiazuje ta sama zasada.

Raz spotykam sie z glodem i mrozem gdzies na srodku autostrady, raz pojade cieplym samochodem, bedac obdarowana obfitym posilkiem.

w autostopie czestotliwosc zmiany sytuacji z lepszej na gorsza i odwrotnie jest znacznie czestsza niz dzien. jest ona zdumiewajaco nieprzewidywalna.

w tej chwili przypomina mi sie fragment mojego wiersza

[...]

Są dni (jak wiadomo pogoda zmienną jest),
Gdy wiatr w nieprzyjemny zmienia sie
Wtedy wściekam się i myślę że bezsensu nadzieja moja
A w dni inne,
Gdy przychodzi nowy, ciepły wiatr
Myślę, że niebawem o obiekcie moich myśli zapomną
Lecz nie zapominam
W duszy mojej coś kołace
I mi o tym przypomina
Nadzieja natchniona nowym życiem
Bardzo mnie wspiera
A gdy zapał ucieknie
Znów melancholicznie we mnie żyje
Znów wątpić zaczynam.
I powinnam zwątpić.
Tak by było najmiej boleśnie

W tym wierszu jest tak samo jak i w milosci i w autostopie. Jednak w chwili gdy dopada mnie zwatpienie pojawia sie samochod- co za opatrznosc mozna powiedziec, a moze po prostu szczescie

Ja jednak wprawiona nieco w bojach autostopowych probuje lekcewazyc zimno, glod, zdenerwowanie. autostop jest lekcewazeniem czasu. [choc jazda pociagiem odbiera go jeszcze wiecej]. autostop jest oczekiwaniem [ale przeciez zdarza mi sie dluzej czekac na przystanku autobusowym lub na dworcu] zawsze pamietam o tym ze zatrzymanie sie kierowcy jest wyznacznikiem jego dobrej woli, wyrozumialosci..., lub spowodowane inna przyczyna

Wiec dlaczego mam sie niecierpliwic i zloscic na kierowcow, ktorzy nie chcieli zabrac mnie na stopa.

Skoro tego nie robia to musza miec ku temu powody. a ja jako osoba podrozujaca dzieki lasce innych powinnam to zrozumiec.

 

Nie kazdy moj wyjazd byl udany, nie zawsze dotarlam do wyznaczonego punktu, nie wszyscy kierowcy okazali sie pomocni, nie zawsze mialam sile z nimi rozmawiac, czasem czulam sie zazenowana usypiajac w ich samochodzie czy nie potrafiac sie dogadac. mimo wszystko to oni wlasnie nauczyi mnie tak wiele o zyciu


23:39, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3