RSS
środa, 12 października 2011

Potrzebuje wyjazdu w miejsce gdzie dzien miesci sie w zakresie wiecej niz 5-ciu godzin.

polska atmosfera zbyt oziebia i usypia by spedzic tu tyle czasu.

23:55, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 września 2011
Rosja

Przed wyjazdem do Rosji wszystkie napotkane przeze mnie osoby odradzaly mi pomysl poruszania sie tam autostopem.

Dlaczego tak... otoz mafia, prostytutki, przemyt, kradzieze...

hm... ale czy w polsce nie istnieje swiat przestepczy.

Istnieje. a my nie jestesmy w stanie go dostrzec. Tak wiec przebywajac przez 3 tygodnie na terenie Rosji nie mialam okazji spotkac sie z nie przyjemnymi sytuacjami.

Jezdzac na stopa po tym kraju zaden z kierowcow nie oczekiwal ode mnie zaplaty, wiekszosc z nich okazala sie bardzo milymi, poczestowali jedzeniem, zawiezli w okreslone miejsce i wytlumaczyli jak mamy isc dalej.

Zaden z kierowcow nie odmowil nam pomocy gdy prosilismy o wytlumaczenie nam dalszej drogi.

Co prawda zdarzaly sie sytuacje ze przez godzine lapalysmy stopa, ale czy w Polsce takich sytuacji nie bylo...

Autostop w Rosji nie rozni sie niczym od tego polskiego. Kierowcy w Rosji nie roznia sie od tych polskich. A moze nawet wykazuja wieksza inicjatywe i pomoc.

Bede tesknic za tym krajem, bo wiem ze nie predko tam wroce

Tagi: rosja
12:22, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 25 lipca 2011
XIV MMA

Tegoroczne mistrzostwa autostopowe okrzyknięte zostały pod nazwę shopping& squotting.

Co prawda z zamierzeć poznania kultury niekonwencjalnej Amsterdamczyków nic nie wyszlo.

A więc z nazwy pozostała tylko...nazwa.

Jedyny element freegański to znaleziony przez Andzele joint (nie wiem czy tak to sie pisze) w orginalnym foliowym opakowaniu oraz hawajski naszyjnik Joli, aa... frytki w Mac'donaldzie, ktoś widocznie zamowił zestaw a nie miał już siły na te ziemiaki.

Przyjechalismy dzień po urodzinach Holenderskiej królowej, miasto zastaliśmy całe zaśmiecone, wysprzątane jedynie z wymiennych puszek.

Co prawda nie zaobserwowałam świątecznej atmosfery, żadnych imprez ku czći Królowej itp. Przyjechaliśmy za późno by móc zaobserwować jak bawią się tutajsi mieszkańcy i turyści. Szkoda, bo liczyliśmy że w tym tłumie i przy tak uroczystej okazji uda nam się lepiej poznać tutejszych mieszkańców.

Podczas tego wyjazdu było bardzo zimno, a my nie byłysmy na to przygotowane przez co nie mogłysmy zostać dłużej w Amsterdamie. Przez jeden weekend koczowałyśmy w namiocie w krzakach, obozowisko tworzyli z nami inni uczestnicy mistrzost autostopowych a spalismy...w dośc ciekawym miejscu, bo praktycznie 10 metrów od wejścia na pole campingowe.

Dlaczego nie na polu? pewnie większość z Was chciałabym to wiedzieć?

I chyba sami już znacie odpowiedz. Z pewnościa wiecie jakie ceny panują na Zachodzie Europy, gdzie nawet niszowy turysta musi nieźle zaplacić  za nocleg w namiocie.

Mając wybór spać w namiocie płacąc za nocleg, oraz spać w namiocie i nie płacąc wybrałam to drugie. Pole namiotowe nie przekonało mnie do siebie: do namiotów nie był podłączony prąd, nie było aneksu kuchennego. Nie zaoferowali nic co przekonałoby mnie do skorzystania z ich usług.

Dzieki temu cały wyjazd kosztował mnie równowartość jednej nocy na polu namiotowym.

Sam dojazd do Amsterdamy byl dośc zawiły.

Z początku uznałysmy się za szczęściary, bo na wysokości Koszalina zlapałyśmy stopa do Hanoweru. Kierowca dawał nam wyrażnie sygnał że będziemy w czołowce tych mistrzost. Ja jednak wolałam nie przyzwyczajać się do jego opini, bo w autostopie nigdy nie wiadomo... no i faktycznie. Może to moje negatywne myslenie spowodowało że późniejsza droga nie była już taka szczęśliwa. Choć instynkt podpowiadał nam aby nie jechac konkretnym samochodem to wsiadłysmy do niego, a kierowy okazali się nie kompetentni. wywieżli nas kawałek za miasto i zostawili złośliwie na autostradzie. Dalsza nasza droga była plątaniną pomyłek i w rezultacie wyjechałysmy z trasy. Dopiero gdy dotarłyśmy na stacje benzynową to zorientowałyśmy sie gdzie jesteśmy i ok 100 km musiałysmy się cołnąć. Mały błąd a kosztował nas z 3-4 godziny błądzenia.

I własnie to warto mieć na uwadze podróżując autostopem- nigdy nie wiadomo gdzie zajedziesz!

Popełniłysmy jeszcze jeden podobny błąd, ale na szczęście tym razem szybko się z nim uporałyśmy, choć ja już całkiem zwątpiłam że w ogóle dojedziemy na miejscie. Jakie bylo moje zaskoczenie gdy kolo nas zatrzymal się samochów... Jola (która zatrzymała samochód) w tej chwili dla mnie była iście boska istotą

 

 

Tagi: holandia
23:00, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
Opuszczone miejsca cz.1

Teraz zamiast rozpisywać się wstawię kilka zdjęć. Wszystkie z nich zrobiłam w Dyneburgu.

Jest to 2 pod względem liczebności miasto na Łotwie, a jednak bardzo małe i spokojne. Nowoczesnej architekturze towarzyszą opuszczone budynki, a dzielnica na której mieszkałam podczas pobytu w Dyneburgu jest chyba jedną z najgorszych. Wieczorami można było zauważyć skupiska młodziezy na skuterach, na liniach wysokiego napięcia zawieszone buty, które symbolizują że ktoś wyszedł z narkotycznego nałodu, w ruinach po twierdzy Naopoleona zarowno młodzież jak i dorosle osoby użądzały libacje alkoholowe, podczas wędrówek zawsze słyszałam że te miejsce żyje, mimo że nikt go nie zamieszkuje.

Za to w centrum miasta wieczorne spotkania ...hm... nie za bardzo bylo gdzie wyjść, a więc imprezowicze zajmowali nieliczne knajpki na głowej ulicy albo spotykali się przed nimi.

W samym centrum miasta obok eleganckich galerii handlowych stoją opuszczonę, zarośnietę budynki, często bardzo zniszczałe.

Dyneburg określiłam miastem widmo. I nie posiadam żadnych argumentów które mogłyby zmienic owy przydomek

 

Ruiny Twierdzy Napoleona

 

 

na tym placu jeszcze bawią się dzieci a młodziez użadza spotkania

drzwi do jednego z tych pomieszczeń

po prawej opuszczona twierdza, a po lewej normalnie mieszkaja ludzie

A teraz zdjęcia z centrum miasta

jeszcze nie wybudowany a już opuszcozny

nieczynna fabryka

dom nad jeziorem

22:19, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 grudnia 2010
szczecin- wroclaw

przez skonczenie budowy s3 z szczecina do gorzowa trudno teraz wyjechac z tego miasta.

dla wszystkich zainteresowanych polecam dojechac pierw krajowa 3 do Pyrzyc a stamtad juz latwo mozna dojechac na wroclaw

a druga opcja- hm... lapac na drodze ekspresowej ..nie wiem czy to dobry pomysl...lepiej dojechac do punktu obslugi klientow czy cos takiego, ktorzy jest w chlebowie, tam powinny byc stacje benzynowe i miejsce gdzie spokojnie mozna lapac stopa...

jesli wolicie lapac stopa na drodze ekspresowej to juz wasza sprawa- na pewno ktos sie zatrzyma, oby tylko kierowcy nie wyprzedzila policja

 

na drodze z swinoujscia do gorzowa czesto stoja krokodyle- a dokladniej to pod wiaduktem na zwierzynieckiej.

 

20:44, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 18 listopada 2010
Lotwa

Podrozowanie po krajach baltyckich bylo dla mnie czysta przyjemnoscia.

nigdy nie musialam sie martwic o to ze nie uda mi sie zlapac stopa, bo nie mijalo 10 minut i zatrzymywal sie przy mnie jakis samochod.

co prawda zdarzalo sie jechac jakimis obskurnymi samochodami, smierdzacymi w srodku i z zabrudzona tapicerka, ale nie to sie liczy... byleby do przodu

gdy przebywalam w Dyneburgu bylam zaskoczona faktem ze w tym miescie bardzo malo jest imprez kulturalnych, klubow i lotyszy.

Dyneburg jest stolica Latgarii, regionu Lotwy w ktorym dominuje j. latgarski zrodzony z proby porozumienia sie bialorusinow, rosjaninow, ukraincow polakow i innych mniejszosci etnicznych ktora stanowi wiekszosc na tym obszarze Lotwy.

mimo ze w tym rejonie funkcjonowal jezyk latgarskie, to bardzo trudno bylo go uslyszec. pytajac ludzie o powod- mowili mi ze jako jezyk zywy wystepuje na wioskach, lecz na codzien ludzie porozumiewaja sie jezykiem rosyjskim.

podobno Dyneburg jest miastem gdzie mieszka duzo polakow- jako ze byl stolica infland polskich. Ja natomiast z jezykiem polskim spotkalam sie jedynie w domu polskim.

odbywaly sie tam liczne spotkania- tance, spiewy, nauka jezyka, proby zespolow.

Dyneburg jest drugo najwiekszym miastem na Lotwie, mi osoboscie przypominal male miasteczko. Bardzo wiec bylam zdziwiona takimi roznicami pomiedzy stolica- Ryga, a innym najwiekszym miastem w tym kraju.

Jadac do Rygi balam sie trudnosci w komunikacji. bylam pewna ze porozumienie sie po rosyjsku bedzie trudne....myslalam ze tam ludzie mowia w jezyku lotewskim. jednak nie. i powiem ze bardzo mnie zaskoczylo gdy idac po miescie slyszalam ciagle rozmowy w jezyku rosyjskim

Ryga jest miastem turystycznym, miastem kultury. mozna sie spotkac z licznymi koncertami i innymi atrakcjami umilajacymi czas ludziom, w szczegolnosci z nastewieniem na turystyke.  Bardzo podobalo mi sie przyozdobienie sterego miasta, probowali wprowadzic do niego elementy sredniowieczne, co jakis czas pojawialy sie stoiska z jedzeniem, ekspedientki byly ubrane w suknie wzorowane na sredniowiecznych.

ryga i dyneburg sa miastami zupelnie roznymi. ale za to bardzo przyjaznymi.

 

 Ryga- stare miasto

Tagi: Lotwa
15:46, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 listopada 2010
jak to sie zaczelo

zastanawialam sie dzisiaj czy jazda na stopa zwiazana jest z funduszami.

w tym celu wrocilam myslami do czasu gdy jeszcze chodzilam do liceum.

pierwszy moja 'przejazdzka' autostopem odbyla sie podczas wyjazdu wraz z znajomymi nad morze, wiazala sie z pokonaniem kilku kilometrow z miedzyzdroi do innego turystycznego miasteczka polozonego nad morzem.

wtedy nie przypuszczalam ze kiedykolwiek jeszcze pojade na stopa. przejazd tych kilku czy kilkunastu kilometrow byl porazka, wiazal sie z dlugim czekaniem na samochod. nie mialam pojecia o lapaniu stopa. jedyne co mi towarzyszylo to nadzieja na dojechanie do celu.

czy robilam to z braku pieniedzy.

nie. raczej z ciekawosci

przez cale zycie towarzyszy mi oszczednosci w wydawaniu pieniedzy, ale jazda stopem wiazala sie z czyms calkowicie innym. oszczednosc jest jakby wpisana w moja osobowosc- oszczednosc oznacza kupno tanszego biletu pociagowego, zrobienie sobie kanapek zamiast obiadu w restauracji, spanie na polu namiotowym zamiast w hotelu.

teraz we mnie rodza sie nowe pomysly, zwiazane z ciekawoscia, z przeciwstawieniem sie panujacym stereotypom, mediom, polityce, konsumpcji, materializmowi, marnotradztwem. to dlatego wybralam autostop

pieniadze nie maja nic z tym wspolnego, wolabym aby ich w ogole nie bylo.

 

 

19:28, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 października 2010
23.10

Sa dni lepsze i gorsze, w autostopie obowiazuje ta sama zasada.

Raz spotykam sie z glodem i mrozem gdzies na srodku autostrady, raz pojade cieplym samochodem, bedac obdarowana obfitym posilkiem.

w autostopie czestotliwosc zmiany sytuacji z lepszej na gorsza i odwrotnie jest znacznie czestsza niz dzien. jest ona zdumiewajaco nieprzewidywalna.

w tej chwili przypomina mi sie fragment mojego wiersza

[...]

Są dni (jak wiadomo pogoda zmienną jest),
Gdy wiatr w nieprzyjemny zmienia sie
Wtedy wściekam się i myślę że bezsensu nadzieja moja
A w dni inne,
Gdy przychodzi nowy, ciepły wiatr
Myślę, że niebawem o obiekcie moich myśli zapomną
Lecz nie zapominam
W duszy mojej coś kołace
I mi o tym przypomina
Nadzieja natchniona nowym życiem
Bardzo mnie wspiera
A gdy zapał ucieknie
Znów melancholicznie we mnie żyje
Znów wątpić zaczynam.
I powinnam zwątpić.
Tak by było najmiej boleśnie

W tym wierszu jest tak samo jak i w milosci i w autostopie. Jednak w chwili gdy dopada mnie zwatpienie pojawia sie samochod- co za opatrznosc mozna powiedziec, a moze po prostu szczescie

Ja jednak wprawiona nieco w bojach autostopowych probuje lekcewazyc zimno, glod, zdenerwowanie. autostop jest lekcewazeniem czasu. [choc jazda pociagiem odbiera go jeszcze wiecej]. autostop jest oczekiwaniem [ale przeciez zdarza mi sie dluzej czekac na przystanku autobusowym lub na dworcu] zawsze pamietam o tym ze zatrzymanie sie kierowcy jest wyznacznikiem jego dobrej woli, wyrozumialosci..., lub spowodowane inna przyczyna

Wiec dlaczego mam sie niecierpliwic i zloscic na kierowcow, ktorzy nie chcieli zabrac mnie na stopa.

Skoro tego nie robia to musza miec ku temu powody. a ja jako osoba podrozujaca dzieki lasce innych powinnam to zrozumiec.

 

Nie kazdy moj wyjazd byl udany, nie zawsze dotarlam do wyznaczonego punktu, nie wszyscy kierowcy okazali sie pomocni, nie zawsze mialam sile z nimi rozmawiac, czasem czulam sie zazenowana usypiajac w ich samochodzie czy nie potrafiac sie dogadac. mimo wszystko to oni wlasnie nauczyi mnie tak wiele o zyciu


23:39, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 lipca 2010
morze, plaza i bekterie Coli

 

tak wiec...

zawsze trudno rozpoczac pisanie

....

morze....morie...

fale... I klify wchodzace coraz bardziej w glebie ladu

morze i ta przestrzen, przestrzen, przestrzen

ta dzikosc i nieokielznanie.

Jednak w trakcie mojego pobytu, morze bylo spokojne

mimo ze grzmialy blyskawice a powietrze wirowalo...

chmury czernialy, stopniowo przyblizajac sie do nas.

woda nad podziw zosatwala spokojna

Dzieki temu przesiedzialysmy poltora godziny pijac celtyckie piwo i czekajac az przestanie padac.

moze my powinnismy byc jak te morze....spokojni, nawet gdy dookola grzmi

 

 

Powracajac do wlasciwego tematu. Do notki, ktora chcialam pisac, relacji z ostatniego wyjazdu nad morze.

Juz wiadomo ze bylo deszczowo, albo nawet i ulewnie.

Ale po burzy zawsze wychodzi slonce, tak bylo i w tej sytuacji ;D

Bylo pieknie, slonecznie, cieplo. Woda poczatkowo wydawala sie zimna, ale wraz z zanurzaniem sie z niej nabierala temperatury, badz to moje cialo ja wytwarzalo.

Poczatkowo nie chcialam sie kapac- wszystkie wody w koncu wpadaja do morza, a w ostatnim czasie nasza woda baaaaaardzo zostala zanieczyszczona przez powodzie.

Informacja o obecnosci bakterii Coli- otrzymana od mojej mamy, byla nie znana przez ratownikow. Chlopak zdziwil sie gdy pytalismy sie go czy mozna sie kapac.

Moglam cieszyc sie jak dziecko pluskajac radosnie w wodzie, skaczac, wirujac i zanurzajac sie w niej.

Jesli chodzi o autostop- to ta wyprawa nalezala do udanych- nie czekalysmy wiecej niz 5 minut na samochod. Poczatek byl najtrudniejszy, tam stalysmy z 15 minut. Pierwszy samochod zawiozl nas do Dziwnowka. Tam przezylysmy ulewe, a gdy ona sie skonczyla to pojechalysmy do Pobierowa. Na drugiej plazy zastala nas wspaniala pogoda. Natalia wpadla na pomysl aby przejsc wzdloz plazy do nastepnego miasteczka, ale w polowie ...nie... na poczatku ;D drogi Jola wskoczyla do wody, a ja za nia. nie chcialysmy rozstawac sie z tym miejscem.

Wrocilysmy dwoma samochodami. Jeden zawiozl nas do Kamienia Pomorskeigo a drugi na Szczecinska plaze

Rezultat jest taki ze pojechalysmy z plazy na plaze... a nasza Szczecinska tez jest ladna....i taka piaszczysta;p

ta.... autostopowicz nawt na chwile nie rozstaje sie z swoja tabliczkalepie nie zaglowac kamieniami, bo to moze sie skonczyc... wybitymi zebamidziewczyny znalazly sobie faceta.... calkiem mily.... ani troche nie marudzilciagly strach przed babardowaniem z powietrza. Mewa

22:22, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
piątek, 16 lipca 2010
autostop Rumunia

jezioro nad Gadnem. podobno dziala zdrowotnie na cereNie zawsze mamy mozliwosc dojechania do wyznaczonego celu.

Czasem miejsce doceolwe moze byc u podnoza startu.

Z nie zrealizowanego planu moze zrodzic sie nowy, wyzszy cel, nowe mozliwosci.

niektorzy nieugiecie beda darzyc do celu mimo sprzeciwnosci losu, drudzy nie maja zadnych planow, tworzac je podczas drogii.

Po ostatnim wyjezdzie stwierdzilam ze nie warto isc droga, ktora jest zbyt ciezka, lepiej zejsc na pobocze i poczekac az sytuacja sama sie potoczy

 

Bardzo zaluje ze nie dojechalam na miejsce. Przy tworzeniu planow Rumunia wydawala mi sie tak blisko, a podczas drogii stala sie odlegla.

pokonujac nowe kilometry mozliwosc dotarcia do niej ulegala oslabieniu i w koncu umarla.

Czym byla spowodowana owa smierc, pewnie chciecie wiedziec...

po pierwsze to wybralam niedoswiadczona autostopowa kompanke, brak doswiadczenia w jezdzie stopem jednak robi swoje...

po drugie, to pogoda- upal, upal, upal

po trzecie, kierowca samochodu w ktorym jechalysmy wysadzil nas na obwodnicy. Tutaj przez godzine, a moze nawet dwie lapalysmy stopa. Niestety samochody jechaly tak szybko ze kierowca nie przeszlo przez mysl aby sie zatrzymac. Zrezygnowane zjechalysmy z plecakami na pobliskie jezioro. Jakis chlopiec w nim sie kapal mimo ze woda smierdziala kanalizacja. posiedzialysmy z pol godziny, jedzac nasze zapasy zywieniowe i udalysmy sie do najblizszego cienia, ok . 600 metrow.

po piate- jaki normalny czlowiek jechalby w taki upal;p

Mozliwosc schowania sie w cieniu byla najszczesliwszym momentem w tym dniu.

Ewa zrezygnowana chciala juz wracac do Szczecina, ja myslalam o dalszej jezdzie, ale w koncu wygral rozum, ktory podpowiadal aby udac sie nad jezioro. Poszlysmy na druga strone ulicy, stanelysmy na przystanku autobusowym i po chwili zatrzymal sie samochod. Mlody mezczyzna wracajacy z pracy w Gorzowie do Morynia. pojechalysmy z nim niemalze do samego celu. Wysadzil nas w Gadnie, na miejscu zastalysmy jezioro i pole namiotowe.

Nocleg na polu kosztowal 13 zl, przy kasie okazalo sie ze zaplacilysmy wiecej. pytajac dlaczego, kierownik mi odpowiedzial ze 'za powietrze'. Nadmiar pieniedzy byl przeznaczany gminie. pierwszy raz zetknelam sie z taka sytuacja

Moj telefon byl juz na skraju rozladowania, a dzwonili do mnie ludzie z ktorymi razem mielismy jechac na rumunie.

Jedyne co moglam zrobic, to pisac im sms-y. bo przy pierwszym odebraniu telefonu by sie on rozladowal.

Chcac nie chcac zostalysmy w Godnie na noc. nie chcialam meczyc Ewy dalsza droga do Nowego Sacza.

W nocy byla ulewa, mialam wrazenie ze nasz namiot sie przekrzywil, a moze tak bylo... balam sie ze namiot sie przewroci, ale na szczescie wytrzymal.

Rano poszlysmy sie kapac, umyc, i dowiedziec sie o ktorej jezdza pociagi z najblizszego miasteczka do Szczecina. Okazalo sie ze wszyscy wprowadzaja nas w bledne informacje. Do najblizszej stacji trzeba bylo dojsc 10 km. Dobrze ze dowiedzialysmy sie tego, tak to bysmy szly do Witnicy 4 km, a na miejscu by sie okazalo sie ze nasz wysilek byl calkowicie niepotrzebny

Facet ktory nas o tym poinformowal pracowal na plazy przy obsludze gastronomii. wczesniej wysmialam go, je jedyne co mozna kupic tam do jedzenie, to wata cuktowa. dowiedzialam sie, ze on dopiero rozpoczyna prowadzenie gastronomii, jedzenia ma byc wiecej...

Jechal akurat do Szczecina.

Zlozylysmy namiot, zapakowalysmy sie do konca i po 5 minutach juz jechalysmy samochodem.

Koles byl nadpodziw fajnym czlowiekiem.

Zaproponowal nam prace przy gastronomii. Ja bylam juz tak na nia napalona, ze mialam zamiar wrocic nastepnego dnia nad te jezioro- do pracy

Co prawda zarobki byly by znikome, wszystko wydalabym na utrzymanie sie na miejscu, zostawiajac jakies 10 zl dziennie w portfelu.

Ewa niestety zrezygnowala z pracy, a sama nie odwazylabym sie tam pojechac.

co prawda zarobilam o wiele wiecej ;D ale tez musialabym  pracowac 2 razy wiecej, i nudzic sie 2 razy wiecej.

Choc warto bylo jechac dla samego faktu zdobycia kontaktu, dzieki ktoremu nie mialabym trudnosci w zalatwieniu sobie wizy do Rosji.

Wrocilysmy do Szczecina z zamiarem zostawienia polowy naszego bagazu i ruszenia dalej w droge, wyszlo z tego NIC. Troszko jestem wsciekla ze musze siedziec w domu, ale szukam, szukam pomyslu, werbuje kompanow do wyjazdu.

Tak oto jutro jade nad morze. to bedzie tylko jeden dzien, ale coz... zawsze to jest lepsze od niczego.

Autostop do Rumuni uwazam za nie udany, ale wnoszacy nowe doswiadczenia do mojego zycia

 

21:07, etno.malgorzata
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3